Wpływ światowego kryzysu gospodarczego na polską gospodarkę i polskie przedsiębiorstwa
Wykład prof. Jerzego Hausnera
Sam kryzys zaczął się na dobrą sprawę właściwie 2 lata temu, pewne jego symptomy były wyraźne już w 2006 roku, a w 2007 roku on się bardzo wyraźnie rozwinął. Zaczął się od rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. To określenie sub-prime dotyczy sposobu udzielania kredytów, a generalnie chodziło o to, że rozpędzona gospodarka amerykańska, szczególnie rozbudzona na różne produkty finansowe powodowały, że chciało się korzystać z koniunktury na rynku nieruchomości uruchamiając popyt dodatkowy udzielając kredytów.
Udzielano je praktycznie każdemu i bez specjalnych wymogów, udzielano przysłowiowemu murzynowi w Alabamie, który siedział pod walącą się chatą, udzielano na cokolwiek, ktokolwiek chciał ten kredyt mógł dostać. Ale ważne jest to, że później te udzielane indywidualnie kredyty były opakietowywane i służyły do wytwarzania kolejnych produktów finansowych. Te pakiety stały się przedmiotem bardzo licznych, globalnych, dużych operacji finansowych. Większość z tych operacji była prowadzona pozabilansowo, a w związku z tym straty, które te operacje pociągały, coraz większe z czasem, powodowały że coraz więcej trzeba było pożyczać pieniędzy żeby obsługiwać te straty. Nie zostały one ujawnione, bo gdyby były bilanse trzeba by tworzyć rezerwy, a gdyby trzeba tworzyć rezerwy nie mogłoby dojść do takiej skali tego zjawiska, a ponieważ nie tworzono rezerw, bo były operacje pozabilansowe, to w związku z tym rosnęła pula toksycznych papierów, coraz mniej wartościowych, które zarażały kolejne elementy tej struktury globalnego rynku finansowego.
W pewnym momencie jak padło jedno duże ogniwo w tym systemie, to wszyscy się zorientowali, że są zagrożeni, no i zaczęli podejmować działania zarówno od strony managementu jak i od strony właścicieli, aby jakoś sytuację ujawnić, pokazać jej skalę, no i wtedy w 2007 roku zobaczyli przerażający obraz stanu wielu kluczowych instytucji finansowych Stanów Zjednoczonych, największych banków, największych instytucji ubezpieczeniowych. Straty, które te instytucje ponosiły były wielomiliardowe, niektóre w sumie upadły.
Teraz gdyby zastanowić się dlaczego tak się stało, wprost to było źródło kryzysu, ale przyczyny, to przyczyny wiążą się ze sposobem funkcjonowania rynków finansowych, i ogólnie chodzi o to, że rynki finansowe zaczęły się rozwijać same dla siebie. Tradycyjnie pieniądz obsługiwał gospodarkę realną, procesy wytwórcze, wytwarzanie towarów i usług, temu służył. To z czym mamy do czynienia w ogóle nie przypomina pierwotnej, tradycyjnej bankowości. Łącznie z tym, że powstały wyspecjalizowane banki inwestycyjne, które nie we wszystkich krajach są dopuszczalne, ale w Stanach zjednoczonych są dopuszczalne, ale z resztą powstawały po wielkim kryzysie, wielkiej depresji lat 1929-1933 z myślą żeby nigdy w gospodarce nie zabrakło kredytów, żeby ożywiać gospodarkę, nakręcać gospodarkę, ale tajniki finansowe, te instrumenty finansowe zaczęły żyć same dla siebie, jakby ta teza, która była u źródeł pierwotnej bankowości, że pieniądz rodzi pieniądz. Pieniądz pozwala realizować kontrakty, transakcje, wytwarzać dobra, świadczyć usługi - a dzięki temu tworzy nową wartość, przynosi zysk, a dzięki temu tworzy pieniądz. Teraz to wszystko zaczęło działać jakby obok sfery realnej, w bardzo luźnym związku ze sferą realną, zaczęło żyć w swoim własnym coraz bardziej wewnętrznym świecie.
Można powiedzieć i tak, że o ile ta pierwotna bankowość, ona była silnie związana z przedsiębiorcą i firmą, ona pomagała firmom po prostu działać, prowadzić swoje operacje, to w pewnym momencie trybiki finansowe już w ogóle nie potrzebowały przedsiębiorców, produkcji, wytwarzania - to nie było dla nich ważne, one żyły same dla siebie. A pieniądz tworzył pieniądz bez sfery realnej, bez wytwarzania tej wartości. A urodzaj w tym tworzeniu pieniądza był tym większy, im bardziej odbywało się to w ciszy, zgodnie z tą tezą, że pieniądz nie lubi hałasu, pieniądz nie lubi publiczności, czyli poza obserwacją publiczną. W pewnym momencie operacje finansowe stały się głównym mechanizmem działalności gospodarczej, głównym obszarem i głównym mechanizmem. Zaczęły funkcjonować dla siebie.
Druga przyczyna to zjawisko samoregulacji, neoliberalna rewolucja, która odbywała się między innymi pod hasłem deregulacji czyli ograniczenia skrępowania działalności gospodarczej, w tym działalności finansowej. W przypadku rynków finansowych rozwijała się pod hasłem samoregulacji. Uznano, że samoregulacja czyli pewne wewnętrzne, korporacyjne mechanizmy kontrolne są lepsze niż mechanizmy kontrolne, które są na zewnątrz, oferowane przez państwo w stosunku do sektora. Dzisiaj słyszymy od ludzi, którzy kiedyś byli zwolennikami samoregulacji, że samoregulacja oznaczała brak regulacji i to jest uczciwe przyznanie się do błędu, ale to właśnie tak wyglądało. Uznano w szczególności do rynków finansowych, że rynki wiedzą lepiej, że rynki mają rację, że z rynkami finansowymi się nie dyskutuje, że rynki finansowe to jest taki swoisty probierz aktywności gospodarczej. Przy czym jak my mówimy o tych mechanizmach samoregulacji, nie znaczy to, że tam po prostu było "hulaj dusza, diabła nie ma", sądzono, że są mechanizmy kontroli, np. audyt, agencje ratingowe. Ale przypomnijmy sobie skandale z największymi firmami audytorskimi. To były firmy, które obsługiwały ten rynek finansowy, one miały zapewnić zewnętrzną kontrolę, gdzie było mnóstwo rozwiązań, że audytor powinien się zmieniać, ale w istocie rzeczy dzisiaj po czasie wiemy, że audytor szedł ręka w rękę z inwestorem i defacto osłaniał jego operacje, nie ujawniał operacji.
Jak można było sądzić, że jest jeszcze inny instrument kontroli wewnętrznej samoregulacji agencja ratingowa. Dzisiaj największa z nich "Sanders & Pourist" również oskarżana o to samo, o co były oskarżane firmy audytorskie, że po prostu one formułowały opinie na życzenie, to nie były opinie rzetelne. Jak się zobaczy dzisiaj, gdy stan tego widać, że banki, fundusze, w ogóle inwestorzy finansowi, audytorzy, agencje ratingowe i część państw odpowiedzialna za regulowanie tego rynku to była jedna grupa, która żyła we własnym świecie. Wytwarzała ten świat i sądziła, że go kontroluje. Ale był to świat zamknięty i zorientowany na siebie, świat związków specyficznych kapitałów i polityki. Jeżeli przypomnicie sobie państwo sytuację Enronu, to wtedy skandale, o których mówiliśmy to były skandale rzędu miliardów dolarów, dzisiaj dowiadujemy się o defraudacjach i skandalach rzędu kilkudziesięciu miliardów dolarów.
Dlaczego politycy tak chętnie ustępowali? Nie tak dawno byłem na spotkaniu, ono się odbyło tu w Krakowie w szkole Tischnera, to była dyskusja o sytuacji w systemie bankowym zorganizowana przez "Tygodnik Powszechny" i przyjechał na tą rozmowę pan Janusz Jankowiak, jeden z liczących się analityków biznesowych, kiedyś pracujący w jednym z banków. I on publiczności przy mnie mówił jak to było z planem Hausnera, profesjonalnie to był najlepiej zrobiony dokument, o którym nikt nie mógł niczego złego powiedzieć, ale rynki uznały, że jest on niewystarczający i mimo to, że rząd zdobył się i przedstawił ten plan uznawały, że jest to mało radykalny program, niezdecydowany i natychmiast mimo przedstawienia tego planu oszczędnościowego złotówka traciła na wartości. Przypomnijcie sobie państwo końcówkę 2003 roku, kiedy w Polsce wzrost gospodarczy zaczynał być odbudowywany, a złotówka zeszła do mniej więcej 5 zł w stosunku do euro. I pan Jankowiak stwierdził, że to było efektem złej komunikacji prof. Hausnera z rynkami finansowymi, dobrą komunikacją byłoby przyzwolenie na pewne zachowania, które nie powinny być dopuszczone - prof. Hausner nie wyrażał na to zgody w ramach jego odpowiedzialności. Ale tak było, że to rynki decydowały o powodzeniu lub niepowodzeniu polityki gospodarczej. Rynki karały te ekipy rządowe, które niewystarczająco rozumieją ich racje. Siła tego oddziaływania była potworna. Z jednej strony z trudem odbijaliśmy się od dołu, zbliżaliśmy się do Unii Europejskiej, przedstawiliśmy najbardziej zdecydowany program oszczędnościowy, tak trudny politycznie program, a nagle ta złotówka osłabła wysadzając politycznie rząd, oczywiście dla eksporterów to było wygodne, ale dla importerów i dla ludzi to było kłopotliwe, już nie mówiąc o tym, że rósł natychmiast dług publiczny przez to, że dług zagraniczny przeliczany był po osłabionej złotówce. To była druga przyczyna. Trzecia przyczyna to mechanizmy wynagradzania menadżerów. W pewnym momencie to co miało być premią stało się sprawą najważniejszą.
Konstrukcje wynagrodzeń menadżerów polegały na tym, że oni mieli prawo wykupu funkcji i w tym gdy ich firmy uzyskiwały krótkookresowe zyski, oni partycypowali w stopniu nadzwyczajnym w tych nadzwyczajnych zyskach, a w związku z tym stawali się subiektywnie zwolennikami spekulacyjnej gry. W ich interesie leżało prowadzenie spekulacyjnej gry, niekoniecznie w interesie właścicieli. Mechanizm był tak skonstruowany, że zachęcano do spekulacji, do krótkookresowych zysków, przy czym on nie działał w drugą stronę, jak ujawniano straty to nie obniżano wynagrodzeń. Bonus nie był tak wysoki, ale nie obniżano wynagrodzeń.
Dzisiaj jak się rozmawia z zarządcami firm, członkami zarządów firm i pyta a jak panowie będziecie wynagradzani w 2009 roku, w którym jak wiadomo nie będzie dobrego wyniku finansowego - teraz będziemy rozliczani za koszty, nie za wyniki tylko za koszty - to znaczy ile ludzi zwolnimy, ilu ludziom obniżymy wynagrodzenia i tak na swoje wyjdziemy. Będziemy wynagradzani za koszty, a nie za wyniki. Otóż niewątpliwie mechanizmy wynagradzania kadry menadżerskiej sprzyjały tego rodzaju zachowaniom. W wyniku operacji, które opisałem, spowodowanych tymi rozwiązaniami, które pokazałem nastąpił upadek kluczowych instytucji finansowych w Stanach Zjednoczonych. W tym momencie inwestorzy amerykańscy zostali zmuszeni do zamykania swoich rachunków inwestycyjnych w różnych krajach. Ponieważ Stany Zjednoczone są bankierem świata, nie są już producentem świata - produkcja przesuwa się do Azji, a finanse pozostają jeszcze w domenie amerykańskiej. Amerykanie musieli zamykać rachunki również w krajach, w których nic złego się nie działo, po prostu musieli się wycofać, bo utracili płynność na swoim własnym rynku. To spowodowało te zaburzenia, te turbulencje na giełdach, ale jednocześnie nastąpiła utrata reputacji i zaufania, a to oznacza z punktu widzenia funkcjonowania rynku finansowego zablokowanie operacji międzybankowych. A zablokowanie operacji międzybankowych oznacza to samo dla sektora finansowego co dla sektora produkcji oznacza brak kredytu. Jeżeli nie ma operacji międzybankowych to nie można wygenerować takiej akcji kredytowej, jaką się wygenerowało, bo tylko dzięki operacjom międzybankowym można uzyskać taką dużą płynność. Zablokowanie rynku operacji międzybankowych jest katastrofą dla tego systemu. Zobowiązania Deutsche Bank, banku który na pewno był dużo lepiej nadzorowany niż banki amerykańskie to jest 80% PKB Niemiec, proszę sobie wyobrazić jaka jest skala problemu, Fortis Bank - bank Beneluxu to jest dwukrotna wartość PKB to są zobowiązania tylko jednego banku. Jaki jest wniosek? Żaden rząd nie jest w stanie sam sobie z tym poradzić. Nie ma takiej możliwości. W związku z tym powszechnie na świecie ograniczono akcję kredytową, po prostu gospodarka wysycha, bo nie ma w niej kredytów. A to musiało spowodować recesję w największych światowych gospodarkach.
Największe gospodarki, w tym amerykańska to są gospodarki importujące. Dzisiaj Ameryka w stosunku do Chin ma wielki deficyt handlowy, największym wierzycielem Amerykanów są Chiny. Chiny mają ogromny rynek, bez przerwy dostarczają tanią produkcję. Chiny się specjalizują w produkcji, a Amerykanie w obsłudze finansowej. W tej sytuacji to oznacza, że mamy do czynienia z rozpoczynającą się globalną recesją, która potrwa kilka lat. Warto już dzisiaj spojrzeć nieco szerzej na te kluczowe aspekty kryzysu.
Po pierwsze nie mamy do czynienia z czymś takim jak w 1973 roku gdzie w wyniku Wojny Sześciodniowej na Bliskim Wschodzie, kraje arabskie podniosły znacznie ceny ropy naftowej, wystąpił szok podażowy w krajach Europy Zachodniej i w krajach wysoko rozwiniętych. Mieliśmy do czynienia z recesją trwającą 2 lata, gospodarki musiały się przestawić na bardziej energooszczędny sposób funkcjonowania. To był kryzys spowodowany szokiem podażowym. Recesja wywołana takim kryzysem trwa 2-3 kwartały. Teraz mamy do czynienia z kryzysem, który zaczął się w systemie finansowym, a nie w gospodarce realnej, ale uderzy w gospodarkę realną. Są nieliczne przykłady np. gospodarka Japonii została poddana takiej sytuacji. Gospodarka Japonii była w stagnacji przez 10 lat, do dzisiaj się nie może pozbierać po kryzysie z lat 90-tych.
To już nie jest ten organizm gospodarczy, który znaliśmy z początku. Oczywiście ciągle są globalne firmy, ciągle jest to bogaty kraj, ale są problemy gospodarcze, tempo wzrostu gospodarczego jest niskie. Przy czym pojawiły się tam zjawiska, które znamy jeszcze z historii gospodarki: deflacja, która powoduje brak motywacji do rozwijania działalności gospodarczej. W związku z tym jak popatrzymy na kluczowe aspekty tego kryzysu to ja bym je tak ujął, że jest to przejaw oderwania sfery finansowej od sfery realnej gospodarki. Musimy teraz poszukiwać ponownie powiązania tych dwóch sfer. Określenie jaki typ operacji finansowych jest dopuszczalny, a jaki nie. Po drugie jest to kryzys regulacji. Wyraźnie widać, że samoregulacja czy brak regulacji nie jest rozwiązaniem dobrym. Po trzecie jest to kryzys ładu korporacyjnego, relacji pomiędzy pracownikami, managementem i właścicielami. Trzeba ponownie w inny sposób spojrzeć na zasady wynagradzania menadżerów. Oczywiście management musi mieć premie i musi mieć bodziec, ale mnie się wydaje, że najprostsze rozwiązanie jest takie żeby premie były wypłacane od zysku, nie ma zysku nie ma premii. Z zysku oczywiście po opodatkowaniu, a nie w koszty uzyskania przychodu.
To jest zasada, która łączy elementy racjonalności ekonomicznej z zasadą jakiejś racjonalności społecznej. Obserwujemy, to też jest świadectwo tego kryzysu, nową geografię ekonomii światowej - wytwarzanie, produkcja przesuwa się w kierunku Azji, kraje Europy, Ameryka tracą tą pozycję. Kryzys tę zmianę przyspieszy i pogłębi. To jest też kryzys dolara jako waluty światowej, wyjście z tego kryzysu będzie oznaczało wprowadzenie nowego pieniądza jako waluty światowej, trudno powiedzieć jaki to będzie pieniądz, ale na pewno nie będzie to dolar, a nawet jeśli będzie to jakiś koszyk to dolar nie będzie odgrywał w nim roli dominującej. Być może przejściowo będziemy wracali do złota, ale nie można tego przesądzić, bo to rządy będą musiały rozstrzygnąć. Dalej jest to kryzys tej wersji globalizacji, w której globalizuje się gospodarka, a nie ma globalnej regulacji. Jeżeli jest tak, że na jednym biurku, w jednym z krajów, jedna osoba jest w stanie podjąć operację finansowa, która zaburzałaby funkcjonowanie gospodarki małego kraju, to nikt się już na takie warunki globalnej gospodarki nie zgodzi. Nikt już na to nie przystanie. W związku z tym, z całą pewnością, jeżeli mamy już otwartą i globalną gospodarkę będziemy musieli stworzyć międzynarodowe mechanizmy regulacyjne inne niż te obecne, bo one już nie działają. Nie chodzi już o żadną koncepcję rządu światowego. Dalej jest to też kryzys etyki. To jest kryzys tej zasady i filozofii, że mechanizmem rozwoju gospodarczego jest chciwość. Chciwość ma popłacać i chciwość jest uznawana. Załamanie monetarystycznego paradygmatu - koniec tej szkoły. To jest także koniec neoliberalnej doktryny ekonomicznej, która w wydaniu konserwatystów brytyjskich i amerykańskich została rozwinięta i uznana jako dominująca w ostatnich 20 latach.
Teraz o polskiej gospodarce. Po pierwsze my ciągle żyjemy w takim przekonaniu, które upowszechniają rządzący - najpierw nam mówili, że nic nam nie grozi, a teraz mówią owszem grozi nam coś, ale to nie jest spowodowane czynnikami wewnętrznymi, bo w polskiej gospodarce jesteśmy doskonali, czyści, mamy zdrowe fundamenty. Oczywistą jest rzeczą, że nasze problemy są w znacznym stopniu spowodowane czynnikami zewnętrznymi niż czynnikami wewnętrznymi, ale wydaje mi się, że jest rzeczą niebezpieczną nie dostrzegać także problemów wewnętrznych. Z jednaj strony bowiem jest tak, że nasze słabości dzisiaj mogą być naszą dodatkową przewagą np. w Polsce rynek międzybankowy jest nadal słabo rozwinięty. Dlatego kryzys zaufania nie ma tak wielkiego natychmiastowego skutku na akcje kredytowe. Nie ma natychmiastowego skutku co nie znaczy, że nie będzie miał, tylko, że nie od razu się to dokonuje.
Ale z drugiej strony trzeba wyraźnie powiedzieć potrzeby pożyczkowe państwa w przyszłym roku to jest 10% PKB. Państwo żeby móc funkcjonować na podstawie założonego budżetu będzie musiało w takiej skali pożyczyć pieniądze. Te pieniądze będą pożyczane drożej, państwo żeby funkcjonować tak jak funkcjonuje będzie musiało zaciągnąć jeszcze większy dług. Dzisiaj cena wzrostu pieniądza dla przedsiębiorstw jest większa o 7%, pieniądz jest o 7% droższy dla przedsiębiorcy niż w 2007 roku. A dzisiaj jesteśmy u progu, to jest kwestia ile dzisiaj ja za pożyczenie pieniądza muszę zapłacić realnie. My już w tej chwili wiemy, że akcja kredytowa w 2009 roku będzie ujemna jeśli chodzi o duże banki. Proszę Państwa popatrzcie na inne czynniki podnoszenia kosztów, nie tak dawno napisałem w "Rzeczpospolitej" tekst, w którym zacytowałem pismo, które otrzymała jedna z odlewni na Śląsku, ale spółka energetyczna jest nasza, południowa, to jest ta spółka, która większość z Państwa obsługuje. Do tej odlewni wysłała pismo w listopadzie, że od 01 stycznia podnosi cenę energii o blisko 40% i na tej zasadzie przysłała jednocześnie umowę z umową wypowiedzenia umowy, jeżeli nie zwracacie nam umowy wypowiedzenia to płacicie więcej, a jak nie to was odcinamy następnego dnia i to nie było zaproszenie do negocjacji - proponujemy podniesienie ceny o 35%, proponujemy rozpoczęcie rozmów.
To jest dyktat, dla tej jednej małej firmy, która ma wszystkie inne problemy, a jeszcze nie mówiłem o inwestycjach, o tym co się dzieje w gospodarce realnej - ta jedna mała firma musi zwolnić 100 ludzi, żeby móc ponieść koszty tylko jednego dostawcy. Jeżeli jedna firma zwalnia 100 ludzi, to przeliczmy to na inne firmy, które będą musiały to zrobić i zobaczmy jak gwałtownie się zmieni sytuacja na rynku pracy jeżeli to się utrzyma. Pewnie realna podwyżka skończy się na 20%, tylko, że na 20% skończy się 01 stycznia 2009, a co będzie 01 stycznia 2010? I nie mówmy o żadnym pakiecie klimatycznym, bo to jeszcze w ogóle nie działa. Dzisiaj działa to co zrobił rząd PiSu, że połączył wytwórców energii i instytucje energetyczne - połączył, to przywrócił monopole.
To, że my możemy sobie wybrać dostawcę jest czystą fikcją, zresztą ta firma, to jest firma prywatna, prezes tej firmy jest na tyle inteligentnym człowiekiem, że natychmiast rozesłał pisma do wszystkich innych potencjalnych dostawców. I za chwilę będzie jawne, że to jest zmowa. Jeżeli rząd nie będzie na to reagował, to oczywistą jest rzeczą, że będziemy wewnętrznie napędzali kryzys. A teraz aspekty zewnętrzne: trzeba wyraźnie powiedzieć, że większość polskiego systemu bankowego to jest system bankowy banków zagranicznych. Większość kapitału, który obsługuje polski rynek finansowy to są kapitały zagraniczne. Nasze oszczędności krajowe to jest 1/3. 2/3 to są kapitały zagraniczne, a dzisiaj w większości wbrew prawu, ale nikt tego nie zrobi na piśmie dyrektywą ogólną z central tych banków do ich sióstr w Polsce są słowa nie udzielajcie kredytów. Zmienimy wam MTP czyli zmienimy wam plan, będziemy rozliczać was za koszty, a nie za wyniki. Gromadźcie depozyty, ale ograniczajcie akcje kredytowe. W dodatku te banki pożyczały pieniądze po to żeby rozwijać akcje kredytowe, akcja kredytowa w Polsce się rozwijała, bo wreszcie po 2004 roku odbudowano inwestycje w Polsce, proces inwestycyjny się ożywił. Wartość zadłużenia krótkoterminowego polskich przedsiębiorstw i polskich banków przekroczyła wartość rezerw dewizowych, my cały czas uważaliśmy, że mamy znakomitą sytuację. Więc jak się teraz odbywa dyskusja o euro i różni moi koledzy mnie krytykują, że ja uważam, że nie powinniśmy wchodzić do węża walutowego, to nie dlatego, że jestem przeciwnikiem euro, tylko dlatego, że ja czytam co to oznacza, że wartość zadłużenia krótkoterminowego jest wyższa niż wartość rezerw dewizowych. Polska waluta i Polska należy do koszyka walutowego, w którym jest Ukraina, Węgry, Czechy czy kraje bałtyckie, a także RPA, jeżeli jest brak zaufania do tego koszyka to jest brak zaufania do Polski i nikt się tam nie zastanawia czy Polska różni się czymś od Węgier, nikt z central decyzyjnych tego nie analizuje, on po prostu ma algorytm.
Jeżeli ogólna wycena tych rynków jest taka, to on decyduje wycofywać pieniądze. W związku z tym my będziemy obserwowali wycofywanie tego kapitału, a po drugie będzie ograniczony napływ kapitału, a ten napływ kapitału także do sfery produkcji był czynnikiem innowacyjności, pobudzania konkurencyjności polskiej gospodarki, my tak naprawdę źródeł innowacyjności mamy mniej z wewnątrz, czynnikiem głównym nie są nasze uniwersytety, nie są nasze technologie, nie jest nasza myśl techniczna - to wszystko zostało zepchnięte na margines i słabo się rozwija, czynnikiem innowacyjności i konkurencyjności w polskiej gospodarce jest właśnie kapitał zagraniczny, który po prostu przynosił różnego rodzaju rozwiązania organizacyjne i technologiczne.
Teraz popatrzmy co się dzieje u naszych sąsiadów, na Ukrainie będziemy obserwowali spadek PKB o 10%, kto nie pamięta co to oznacza trzeba sięgnąć do początku lat 90-tych i zobaczyć co się wtedy dzieje w więziach gospodarczych, to się po prostu gwałtownie wszystko rozrywa. To nie jest to co my już dzisiaj zaczynamy obserwować, że będą wracały zatory płatnicze, będzie dużo gorzej. W tej chwili obserwujemy recesję w krajach bałtyckich, nadchodzącą recesję w Niemczech, wielkie problemy będzie miała Słowacja, która dotychczas dla niektórych uchodzi za wzór. I mówią o dobrze, że Słowacy są po bezpieczne stronie, bo oni weszli do euro. Gdyby Polska miała euro byłaby nie w tym koszyku tylko w innym i nikt, by nie podejmował takich operacji finansowych jakie obejmuje i my nie mamy na to żadnego lekarstwa, nic nie możemy w tej sprawie zrobić. Słowacy zapłacą cenę za głupią politykę przyciągania kapitału zagranicznego, ja pamiętam jako minister gospodarki byłem stale krytykowany, że nie dogadałem się z Koreańczykami. Jak ja rozmawiałem z tymi Koreańczykami, oczywiście to są ludzie, którzy się nisko kłaniają i mają maski na twarzach, to ja im mówiłem, że rząd polski to jest taki rząd, który może zobowiązać się do wspomagania inwestora, ale w ramach rachunku ekonomicznego i prawa, nic poza prawem i nic poza rachunkiem ekonomicznym, jeżeli wy panowie liczycie na to, że pojedziecie teraz do Słowacji, tam porozmawiacie i wywrzecie na nas presję i my się zbierzemy i damy wam więcej to zapomnijcie, bo takiej możliwości nie ma.
To co przedstawiamy w wyniku waszych rozmów jest maksimum tego co możemy dać, możemy dyskutować o tym żeby sprawnie obsługiwać, a nie że damy większe granty, bo proszę pamiętać o tym, że dzisiaj jeżeli chce się przyciągnąć inwestycje Koreańczyków to trzeba zapłacić im pieniądze, to im trzeba dać grant inwestycyjny, problem Słowaków polega na tym, że oni zbudowali całą masę montowni za pieniądze zagraniczne, a montownie można najszybciej skasować.
Najtrudniej jest skasować to gdzie jest myśl zarządcza i techniczna, trudniej jest skasować to gdzie są podstawowe komponenty wytwarzane, to gdzie jest montownia jest najprostsze. Przeniesienie montowni nie jest żadnym problemem. To wszystko w istocie rzeczy oznacza, że my jesteśmy u progu nowej fazy rozwoju gospodarczego polski, z bardzo poważnymi zagrożeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi. I te zewnętrzne są podstawowe, ale za chwilę nie będzie miało sensu dyskutowanie co jest zewnętrzne a co jest wewnętrzne, bo to będzie nowy syndrom. Ten syndrom oznacza, że banki będą odwracały się od działalności gospodarczej i będą w bardzo ostrożny sposób ją kredytowały, będą obniżały ryzyko i koszty, w związku z tym nie będą oliwiły gospodarki, nie będą ułatwiały jej funkcjonowania, a z drugiej strony to oznacza, że środowisko dla działalności gospodarczej będzie się gwałtownie pogarszać, załamując wszystkie rachunki ekonomiczne i wszystkie kalkulacje.
Oczywiście można powiedzieć, że będą też pewne korzystne zjawiska, np. w Polsce nie będzie problemu inflacji, na początku tego roku (2008) byliśmy w sferze gdzie można było oczekiwać, że inflacja przekroczy 5% w skali rocznej, a dzisiaj jesteśmy już blisko poziomu 3,5%, w przyszłym roku będziemy mieli 2,5%. Za chwilę może być problem z deflacją, z sytuacją kiedy ceny zaczynają spadać, co będzie oznaczało, że nie będzie opłacało się wytwarzać - to jest niebezpieczeństwo. Nie będzie też problemu z taką presją płacową jaka była dotychczas, nie będzie też problemu takiego dramatycznego z szukaniem pracowników - to się poprawi. W pewnych momentach pewne rzeczy będą łatwiejsze, ale większe rzeczy będą zdecydowanie trudniejsze. Będą wyższe koszty, będzie niższe bezpieczeństwo w sensie rozliczania transakcji płatności i oczywiście pojawi się mniejszy popyt.
Nasza gospodarka gdy wychodziła z poprzedniej stagnacji, tego przełomu poprzedniego i obecnego wieku to zaczynała od eksportu, recesja wokół nas oznacza, że nie będziemy bazować na eksporcie. Drugim czynnikiem, który nas pobudzał był wzrost popytu konsumpcyjnego. Dzisiaj wszyscy uważamy, że nic się złego nie dzieje, przecież sprzedaż samochodów rośnie. Dlaczego ludzie kupują samochody? Bo wycofali pieniądze z funduszy inwestycyjnych, z banków i uważają, że trzeba kupić samochód, bo ciągle słyszą o promocjach. To jest ślepe stadne zachowanie, ten kredyt osłabnie. Za chwilę będziemy mieli wskaźniki gwałtownie rosnącego bezrobocia, to oznacza że mniej ludzi będzie miało stałą pracę i popyt konsumpcyjny będzie musiał osłabnąć. Jeżeli tak to jest pytanie co może zrobić rząd? Nie tak dawno, bo pod koniec listopada namówiłem ministra finansów, kolegę z rządu Mirka Grodzickiego i świadomie zrobiliśmy coś takiego żeby napisać tekst, pod którym podpisuje się były minister gospodarki i były minister finansów, żeby w rządzie zrozumieli, że minister finansów i minister gospodarki musi iść ręka w rękę, że problem jest po obydwu stronach i po stronie finansowej i po stronie realnej.
Zaproponowaliśmy pakiet działań antykryzysowych, co do sfery finansowej najważniejszą sprawą jest to żeby uruchomić dzisiaj dezaktywizowane środki, banki dzisiaj chcą gwałtownie gromadzić depozyty, ograniczają akcję kredytową. Jest cała masa środków, które są gdzieś zdezaktywizowane, jest pytanie jak je w rozsądny sposób uruchomić. Po to aby utrzymać aktywność kredytową, a jednocześnie po to by mobilizować oszczędności, bo nam są potrzebne oszczędności, dlatego że jak ja mówię o tym, że nie będzie popytu eksportowego, eksport nie będzie ciągnął naszej gospodarki, nie pociągnie jej konsumpcja to pozostaje jedna sfera, przy czym ja nie myślę o inwestycjach przedsiębiorstw wprost, dlatego że większość przedsiębiorstw już nie będzie inwestowała i już dzisiaj kończy swoje programy inwestycyjne i będą nadwyżki mocy przerobowych. Problem polega na tym żeby uruchomić inwestycje wokół przedsiębiorstw, i publiczne i prywatne, inwestycje na dużą skalę żeby poprzez nakręcanie popytu inwestycyjnego utrzymać gospodarkę w ruchu, utrzymać większe zatrudnienie, utrzymać wyższy popyt konsumpcyjny, utrzymać także większą produkcję komponentów. Ale to będzie wymagało mobilizowania oszczędności ludzie muszą ufać bankom, potrzebne jest działanie rządu, który mówi to nie jest tak, że dopuścimy do upadłości jakiegokolwiek banku.
Gdyby jakikolwiek bank w Polsce miał upaść to rząd powinien ogłosić, że taki bank kupuje skarb państwa i sprzedamy go jak wyjdziemy z recesji i jeszcze skarb państwa na tym zarobi - to powinno być ogłoszone. Nie tylko to, że zabezpieczamy depozyty, ale chronimy banki przed upadłością, żeby nie wywołać paniki w społeczeństwie. Potrzebne nam jest mobilizowanie oszczędności w związku z czym należy podnosić reputację banków, a to oznacza także, że państwo musi postarać się wziąć na siebie część ryzyka tej akcji kredytowej, bo niewątpliwie teraz ryzyko będzie większe. Jeżeli państwo przyjmie część ryzyka to wtedy oczywiście będzie obniżona cena kredytu, no i niewątpliwie trzeba będzie wprowadzić ekspansywną politykę pieniężną czyli po prostu obniżać stopy procentowe. Są za mało obniżone stopy procentowe, bo jedynie o 0,25%.
My dzisiaj mamy sytuację gdzie wszędzie stopy procentowe maleją, ale u nas maleją zdecydowanie za mało. I tutaj do odegrania jest także rola tworzenia różnego rodzaju gwarancji i regwarancji aktywności finansowej banków - państwo nie powinno tych banków dokapitalizowywać lecz brać pewną część ryzyka na siebie z szacownie podniesionymi instrumentami, podstawą mógłby być Bank Gospodarstwa Krajowego, który jest bankiem państwowym, który byłby agentem państwa do prowadzenia takich złożonych operacji.
Druga to jest sfera realna: najważniejszą sprawą w sferze realnej jest to żeby zrozumieć, że problem bezpieczeństwa energetycznego ma swój ekonomiczny wymiar. Jeżeli my sądzimy, że tworząc wielkie krajowe monopolistyczne układy energetyczne poprawiamy naszą sytuację to się łudzimy, bo te monopole narzucają ceny (pokazałem tu przykład). Jest pytanie jak dzisiaj w sposób rozsądny restrukturyzować energetykę, częściowo uruchamiać programy prywatyzacyjne, częściowo wprowadzać bardzo porządną niepolityczną regulację tego rynku, po to żeby była konkurencja na rynku energii elektrycznej i po to żeby obniżać ceny, zresztą nie tylko energii elektrycznej ale także mediów teleinformatycznych.
Ogromne znaczenie miałoby dzisiaj sprawne zagospodarowywanie pieniędzy unijnych, bo to są wielkie kwoty w naszych przypadkach i uruchamianie ich w dwóch kierunkach, nie w kierunku różnych małych, maleńkich tzw. "miękkich" projektów, a już na pewno nie w kierunku kolejnego szkolenia bezrobotnych, bo w Polsce już brakuje bezrobotnych do szkoleń. Już doszliśmy do tego, że jest dużo więcej pieniędzy i dużo więcej organizacji, które wyrywają sobie każdego bezrobotnego po to żeby go można było wyszkolić, tylko że nikt później go nie zatrudnia. Jeżeli już mamy szkolić bezrobotnych to ja cały czas podkreślam - dajcie pieniądze przedsiębiorcy i sam wyszkoli sobie ludzi, których chce zatrudnić, pod warunkiem, że ich zatrudni. Czyli on musi przyjąć zobowiązanie, że tych ludzi zatrudni na 12 miesięcy, w przeciwnym razie zwraca pieniądze. Więc w tej sferze realnej zasadniczą kwestią jest przesunięcie pieniędzy unijnych w kierunku wykorzystania twardego, inwestycyjnego. Z jednej strony są to inwestycje publiczne, z drugiej strony wspomaganie przedsięwzięć innowacyjnych firm. Firmy nie powinny robić tego co w roku 1999/2000 czyli nie powinny się zwijać, ograniczać swoją działalność tnąc koszty. Jeśli firmy zaczną się masowo zwijać to sami nakręcimy kryzys. Chodzi o to żeby przekonać firmy aby nadal inwestowały, ale nie ryzykownie, żeby starały się dostosować swoje programy produkcyjne, szukać nisz, nowych rozwiązań, nowych produktów - nawet jeżeli nie wymagałoby to wielkiego ryzyka trzeba ich do tego przekonać. Trzeba pieniądze na to ukierunkować, żeby szukały efektywniejszych rozwiązań, żeby były aktywne. Jest już jakaś lekcja, że kto przetrwał kryzys na rynku budowlanym poszedł gwałtownie w górę. Ci, którzy zdobyli już jakąś pozycję powinni się starać ją utrzymać, ale jednocześnie szukać miejsc do dalszej ekspansji.
Ekspansja jest kwestią czasu kiedy gospodarka będzie znowu ożywiona. Do tego co napisaliśmy w tej gazecie trzeba dodać trzecią sferę, sferę społeczną, musimy zdać sobie sprawę, że będziemy mieć znowu tendencję do dezaktywizacji ludzi, do bezrobocia, wykluczenia społecznego, że będą różne problemy społeczne i natychmiast będzie polityczna eksploatacja tych problemów. Dzisiaj jest nam potrzebny program aktywizowania ludzi również przez zatrudnienie pozarynkowe, ja ten dział nazywam ekonomią społeczną. Są to formy aktywności gospodarczej, które muszą być bardzo mocno wspierane, także inwestycyjnie, kredytowo, żeby były w stanie realizować swoje cele społeczne (aktywizować ludzi) i prowadzić działalność gospodarczą. My w ogóle nie wykorzystujemy tej formy ekonomii społecznej, która powinna się wiązać z tworzeniem nowych usług dla społeczności lokalnych. I ona ma zatrudniać normalnych, a nie wykluczonych ludzi. Np. jest w Polsce program dożywiania dzieci, słusznie, że dożywiamy - tylko dlaczego nie robić tego w formie przedsiębiorstwa społecznego? Dlaczego robić to na zewnątrz w formie rynkowej gdy cena jest wyższa? Takie przedsiębiorstwo przy dożywianiu dzieci może się zająć cateringiem dla gospodarstw domowych. Trzeba wymyślić formy usług potrzebnych ludziom przy ich zaangażowaniu, po to żeby oferować np. usługi opiekuńcze w formie przedszkoli jako przedsiębiorstwo społeczne dofinansowywane przy zaangażowaniu rodziców. I to jest przestrzeń, której potrzebne jest także zaangażowanie banków i odbudowywanie reputacji banków. Jeżeli banki to zrozumieją to będzie widać co oznacza społeczna odpowiedzialność biznesu. Potrzebne jest użycie pieniędzy banków jako funduszy mikropożyczkowych, jako funduszy regwarancyjnych. Rząd może stworzyć taki fundusz i poprosić banki aby weszły do niego jako bierni inwestorzy - program dla uruchomienia nowej przedsiębiorczości.
Państwo bierze na siebie ryzyko, postara się zaangażować do tego fachowców, ma to działać blisko, ma to działać w związku z gminą, z administracją lokalną. Jestem przeciwny wierze, że przedtem to rynek miał wszystko zrobić, a teraz to państwo wszystko zrobi. Jest to niemożliwe abyśmy wszyscy przetrwali za środki publiczne. Już nie mówiąc o tym, że państwo nie dałoby rady zrobić tego efektywnie, pojawiłyby się wszystkie negatywne zjawiska i z powrotem wpadniemy w to z czego chcemy wychodzić, np. zjawiska korupcyjne, gdybyśmy zwiększali uprawnienia państwa i urzędników i im powierzali zarządzanie firmami to będziemy mieli więcej klienteli politycznej i więcej korupcji. Filozofia powinna być taka i to ma być rola państwa: udrażniać wszystkie kanały obiegu gospodarczego, czyli ułatwiać prowadzenie działalności gospodarczej. Przestać dyskutować o kolejnych nowelizacjach ustaw tylko wrócić do idei wolności gospodarczej.
Unia też będzie musiała zrewidować swój nadmiernie zbiurokratyzowany sposób myślenia. Państwo powinno pobudzać popyt inwestycyjny swoją działalnością inwestycyjną i inwestycjami publicznymi i ułatwianiem wszystkim inwestorom działalności ograniczając niepotrzebne i złe prawo, ulepszając plany zagospodarowania przestrzennego. Większość tych, którzy chcą uczciwie inwestować ma kłopoty i marnuje czas i pieniądze, można wszystko załatwić ciągle po znajomości. Starać się aktywizować ludzi utrzymując ich na rynku pracy, nie doprowadzić do tego by masowo usuwać ludzi z rynku pracy, doprowadzając ich do pomocy społecznej i dawać im świadczenia socjalne. To znaczy dzisiaj nie bałbym się wprowadzić ulgi inwestycyjnej dla przedsiębiorców po to żeby kreować popyt inwestycyjny. Wprowadziłbym ulgi inwestycyjne i podatkowe dla tych którzy prowadzą dziś działalność inwestycyjną - to jest absolutnie potrzebne, ale z drugiej strony dzisiaj nie czekałbym aż przedsiębiorstwa będą masowo zwalniały. Z dużymi przedsiębiorcami WUPy i PUPy powinny podejmować rozmowy na tej zasadzie: jak was wesprzeć abyście utrzymali zatrudnienie. Uruchamianie przy użyciu pieniędzy unijnych różnych programów rewitalizacyjnych, trzeba uruchamiać złożone programy rewitalizacyjne dopuszczając jednak kapitał prywatny i przedsiębiorstwa prywatne nie załatwiając tego pomiędzy urzędnikami i sektorem publicznym.
Na końcu chcę powiedzieć, że kryzys ma zawsze to do siebie, że nas zmusza do innego działania i do innego myślenia. Ten kryzys będzie nas zmuszał do działania typu pożaru. Ale też ważne jest żeby zrewidował w nas wiele fałszywych poglądów. Żebyśmy popatrzyli realnie co państwo może, a czego nie w tej sprawie i w jaki sposób spowodować żeby rynek i państwo działały w sposób właściwy. Przy okazji chcę zwrócić uwagę na wielkie niebezpieczeństwo, które się rysuje w Europie - gdy wszyscy udają się po pomoc państwa narodowego i każdy będzie to robił dla siebie to będziemy mieć Europę egoizmu, w której słabsi wielce się przegrają niż ci najmocniejsi, ale Europa przegra jako całość.
To jest także test dla Unii Europejskiej czy potrafi się ona zdobyć na rozsądną, mądrą solidarność, także tą solidarność, która mówi tak pakiet klimatyczny jest potrzebny, ale nasze kraje wychodząc z tego z czego wychodzą - z tej formuły industrializacji, którą przeszły a szczególnie Polska, która ma swoją energetykę opartą na węglu muszą mieć odpowiednio dużo czasu i odpowiednie środki i odpowiednie warunki żeby się przestawić. Bo my wszyscy będziemy się musieli przestawić, będziemy musieli znaleźć inne formy zorganizowania się i jeżeli to zrobimy nie panikując to będziemy silniejsi. Ponadto to jest jedyny sposób żeby kryzys trwał krócej. Jak ja rozmawiam z tymi ludźmi z banków to mówię owszem wy ochronicie swoje bonusy, ale popatrzcie co taka polityka ograniczania akcji kredytowej zrobi dla gospodarki i dla banków jako całości, nie myślcie tylko o sobie. Pomyślcie o tym co się stanie, przecież to może trwać krócej jeżeli będziemy aktywniejsi. Niestety ja mogę powiedzieć, że w Polsce gdy chodzi o tą warstwę przedsiębiorczości, aktywności ludzi to trzeba powiedzieć, że jesteśmy zaradni, poszukujący, lecz nasze państwo jest w jakiś przedziwny sposób sparaliżowane, zajmuje się zupełnie nie tym czym powinno się zajmować.
To co oglądamy w polityce, może teraz jest poważna dyskusja o emeryturach pomostowych i to jest poważny problem i rozwiązanie tego problemu czyli odrzucenie weta jest jednym z warunków dobrego działania, ale na ogół politycy zajmują się kwestiami nieistotnymi. Zamiast wierzyć, że to sparaliżowane państwo jest w stanie zrobić porządek po prostu trzeba domagać się od polityków, od rządzących takiego działania, które wspomoże ludzi aktywnych, bo tylko dzięki aktywności jesteśmy w stanie przezwyciężyć ten problem. Poradziliśmy sobie w latach 2001/2002, potrafiliśmy wyjść z tamtego kryzysu. Teraz też jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić tylko trzeba postawić na aktywność, na poszukiwanie nowych rozwiązań. Rząd musi temu sprzyjać, nie może czekać, nie może nas zapewniać, że wszystko jest dobrze i nic się nie stanie.


